ANDRZEJ RYSUJE: Ja tak patrzę na świat

Andrzej Milewski. Rocznik 85’, znany również jako Andrzej Rysuje. Rysuje politykę, śledzi i komentuje na bieżąco poczynania „elit” z pierwszych stron gazet i paska w TVNie. Jest również dumnym właścicielem Psingwina, który czasem występuje gościnnie w jego rysunkach, ale i szepcze mu do uszka zwierzęce tematy. I nie mowa tu tylko o „zwierzu telewizyjnym”, Andrzej Rysuje też pszczoły i okazjonalnie sprawdza co w puszczy piszczy. Współpracuje z „Gazetą Wyborczą”, gdzie cztery razy w tygodniu można zobaczyć jego rysunki. Więcej publikuje na swoim fanpage’u, który obecnie śledzi prawie 300 000 osób. Politykom dostaje się po równo, nie ma parytetu i świętości. Gdy ktoś zaliczy wpadkę, Andrzej zaciera ręce i bierze się do rysownia.

Jak zaczęło się Twoje zainteresowanie rysowaniem? Czytałam, że zastanawiałeś się nad Akademią Sztuk Pięknych.
Andrzej Rysuje:
Był taki pomysł, ale szybko upadł. Słyszałem, że ludzie zdają po kilka razy, bałem się negatywnej weryfikacji. Rysowałem zawsze, ale w momencie, kiedy miałem zdawać na Akademię rozmyśliłem się i wybrałem jednak dziennikarstwo.

Pracujesz jako dziennikarz z tą tylko różnicą, że zamiast pióra czy głosu operujesz rysunkami.
Tak, satyryczny rysunek polityczny to quasi publicystyka – oczywiście, jeśli jest dobry.

Twoja częstotliwość rysowania to 1 rysunek dziennie.
Taka wychodzi z tego średnia. Dla „Gazety Wyborczej” rysuję cztery razy w tygodniu, teraz nawet więcej, bo tematów jest strasznie dużo. Za każdym razem powstaje tych rysunków kilka, a „Gazeta” wybiera, które zostaną opublikowane. Ich liczba rośnie, jak siedem lat temu założyłem swoją stronę powstawały 3-4 rysunki miesięcznie, z czasem coraz więcej. Teraz już tego nie liczę. To jest też tak, że uczysz się tego, to wchodzi w krew. Praca jak każda inna.

Zawsze zaczynasz od porannej prasówki?
To jest element warsztatu – trzeba wiedzieć, co się dzieje. Przygotowywać prasówkę nieustannie, śledzić newsy i potem rysować. Mam taki nawyk, że codziennie je czytam. Może jak pojadę w końcu na urlop, uda mi się to wyłączyć zupełnie. Pomysły wpadają niezależnie, nawet w wolny dzień.

Nie masz więc problemu z „weną”. Nie siedzisz przed pustą kartką?
Wena jest przereklamowana, jeśli ktoś chce uprawiać ten zawód, musi nauczyć się robić to konsekwentnie i nie dopuścić do takiej sytuacji, że siadasz przed pustą kartką, za dwie godziny deadline, a w głowie pustka. Jak wypracujesz odpowiednie mechanizmy, taka sytuacja się nie zdarza. Czasem trzeba się też pogodzić z tym, że powstaje coś słabszego. Oczywiście, każdy twórca chciałby, żeby jego twórczość za każdym razem była najlepsza, porywała tłumy, ale to tak nie działa, nikt tak nie potrafi.

Przed publikacją poddajesz rysunki ocenie jury.
Mam zaufane grono recenzentów. W jego skład wchodzą: żona, siostra, szwagier, kuzyn szwagra, żona kuzyna szwagra, brat żony kuzyna szwagra, siostra kuzyna szwagra i kumpel.

Czy ich oceny pokrywają się ze sobą czy zupełnie się różnią?
Próg fanów jest tak wysoki, że zawsze komuś coś się spodoba. Rzadko rysunek podoba się wszystkim, to się rozkłada. Intuicja jury jest cenna.

A pokrywa się ona z Twoim przeczuciem?
Czasem zupełnie nie. Rysunki, które uznałbym za słabe, oni uważają za śmieszne. I odwrotnie, coś co mi się podoba, oni uważają za beznadziejne. Warto zawsze zderzyć to z kimś z zewnątrz.

Komentujesz życie polityczne, można powiedzieć, że gdyby nie wpadki polityków i to, co się dzieje, nie miałbyś czego rysować.
Tak, wtedy nie istniałyby też gazety i telewizja. Rysuję to, o czym piszą gazety i o czym mówi telewizja. Tak ten świat jest skonstruowany, że politycy nigdy nie przestaną dostarczać wpadek. Polityką kieruje ambicja, pomieszana z przypadkiem i bardzo często niekompetencją. To wszystko tworzy fantastyczne sytuacje, chociażby ostatnio Misiewicz – osoba, która ewidentnie ciąży Ministrowi Obrony, ale on chce pokazać wszystkim, że nikt nie będzie za niego zwalniał rzecznika, mimo że media coraz częściej donoszą o nowych wpadkach. Wtedy zacieram ręce, to jest super.

Widać pewną sprawiedliwość w Twoich rysunkach, tzn. wszystkim dostaje się po równo.
Nie uznaję w rysunku parytetu. Pojawiają się takie zarzuty wobec satyryków, że rysunki powinny być obiektywne. Tyle, że coś takiego, jak obiektywne poczucie humoru nie istnieje. Jeśli ktoś całe życie będzie wyśmiewał tylko Macierewicza albo tylko Petru i będzie w tym dobry, to niech to robi. Natomiast zawsze najlepszym tematem do żartów jest rząd, bo o jego działaniach najwięcej się pisze i mówi. Rysunek musi odnosić się do tego, o czym ludzie słyszeli, co znają, a najwięcej mówi się o działaniach partii rządzącej – to najlepszy temat do żartów. Ma ona realny wpływ na życie ludzi, dlatego jeszcze bardziej ich to interesuje.

Dostałeś propozycję stworzenia rysunków do kampanii prezydenckiej. Czy byłbyś w stanie rysować dla partii, której nie popierasz?
Myślę, że oni by się do mnie nie zgłosili. Moje rysunki są bardziej liberalne niż konserwatywne. Nie ukrywam, że jestem prawicosceptyczny. Nie chciałbym rysować dla polityków, wydaje mi się, że to przekroczenie pewnej granicy. Nie jest mi to do niczego potrzebne, to tak jakby publicysta pisał na rzecz kampanii jakiegoś kandydata. Ja na szczęście mogę to ominąć.

Jednym słowem możesz rysować, co chcesz.
Tak jest. Jeśli rysunek akurat nie pasuje „Gazecie”, bo jest np. za bardzo pojechany, to publikuję go na swoim fanpage’u. Nie wyobrażam sobie czasów, kiedy nie było internetu. Przykładowo zrobiłem świetny rysunek, ale nie chcą go opublikować z jakichś powodów, ja wkładam go do szuflady i nikt go więcej nie ogląda. To musiało być straszne.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że w rysunku nie powinno być świętości.
Uważam, że świętości nie ma. O każdym rysunku, który wisi na wystawie mogę powiedzieć, dlaczego go narysowałem. Np. jedna z pań na wernisażu zgłosiła zastrzeżenie, że wykorzystuję w rysunku satyrycznym symbol Polski Walczącej. Tak, ale nie wyśmiewam tego symbolu, tylko wyśmiewam to, co robi z nim Macierewicz. To odnosi się do rocznicy Powstania Warszawskiego, przed którą zarządzono apel smoleński. Uważam, że to należy napiętnować i wyśmiać. Wykorzystanie tego symbolu w takim kontekście jest uzasadnione, ale dla niektórych jest to przekroczenie granicy i ja to rozumiem. Nie wszyscy muszą oglądać rysunki satyryczne i je lubić.

Wspomniałeś też kiedyś o „wrzucaniu granatu do szamba”. Mieszasz ludziom w głowach i to może spotykać się z różnymi reakcjami.
Tak i ja się z tym liczę. Niektórzy reagują emocjonalnie, ale o to w tym chodzi, żeby rysunek wzbudzał emocje. Dobry rysunek to taki, na który część się oburza, a część zaśmiewa. Nie ma takiego, który wszystkim by się podobał.

Co Ciebie bawi?
Ludzie, ich słabości, hipokryzja i cała masa wad, które ja oczywiście też mam.

Czytałam, że jesteś fanem Raczkowskiego.
Od zawsze go lubiłem, jego rysunki wisiały u mnie na lodówce, kiedy jeszcze byłem w liceum.

Rok temu w trakcie KKK również miał swoją wystawę.
Słyszałem, że siedział przy stoliku i popijał żołądkową.

Twój fanpage śledzi ponad 280 000 osób. Ich reakcje na rysunki są raczej pozytywne czy zdarzają się też te ostrzejsze?
Pozytywnych jest zdecydowanie więcej. Zawsze powtarzam, że hejt jest przereklamowany. Przykładowo 6000 osób lubi dany rysunek, a pod nim znajduje się negatywny komentarz, który polubi 20 osób. Wyobraź sobie tłum 6000 osób i w nich 20, które rzucają butelkami, to jest mała liczba, choć oczywiście przyciąga uwagę.

Widzisz jakąś stałą grupę odbiorców, komentują np. te same osoby czy jest to już tak duża liczba, że ciężko to rozróżnić?
Rozpoznaję tych, którzy stale komentują. Te osoby, które wchodzą, żeby sobie poużywać, wyrzucam. Fanpage jest moim miejscem. Nie usuwam głosów krytycznych, ale jak ktoś jedzie w jakiś strasznie wulgarny sposób po mnie albo po innych użytkownikach, to pomagam mu sobie pójść.

Czy to jest fajna praca, rozśmieszać ludzi?
Najlepsza. Pracowałem przez długi czas w telewizji, potem w agencji reklamowej, ale to, co robię teraz jest najlepsze. Tylko nie patrzę na to, jak na rozbawianie ludzi, tak mi to weszło w krew. Ja tak patrzę na świat. Ciągle mnie to dziwi, że tak to ludzi bawi.

Ironia zawsze w cenie.
Ironia to naturalna obrona ludzi przed rzeczywistością. Jedyna i najzdrowsza. Pamiętam, jak pracowałem w reżyserce w TVN24 kiedy oglądaliśmy newsy non stop i każdy musiał to z siebie wyrzucić, jakoś zareagować, bo to jest praca w skrajnych warunkach – osiem godzin dziennie polityka, hałas, biegi, krzyki. Naturalną reakcją jest humor, to wręcz wyścig, kto lepiej skomentuje.

Rysowanie jest też formą terapii? Narysujesz coś i czujesz się lepiej?
Spuszczam wtedy powietrze z siebie i podobnie ludzie je spuszczają. kiedy się z tego śmieją. To rozładowuje atmosferę.

Jest też coś przykrego w tych rysunkach, ten moment refleksji. Najpierw śmiejesz się, a potem zdajesz sobie sprawę, że to dzieje się naprawdę.
Często ludzie mówią, że na początku jest śmiech, a potem „k**** jednak nie”. Rysunek śmieszny, ale to o czym jest, już nie.

Czego życzyłbyś Polakom na ten Nowy Rok?
Żeby nie przejmowali się tak tym wszystkim, mediami i polityką. To jest teatrzyk.

Rysowałeś też dla naszego katowickiego festiwalu Interpretacje.
Tak, faktycznie. Zapomniałem, że to tutaj. To teraz moje drugie miasto po Warszawie.

Masz na swoim koncie też trochę rysunków społecznych. Rysowałeś pszczoły, puszczę.
Tak, to jest zawsze wdzięczny temat. Fajna odskocznia od polityki, tak samo lubię zlecenia reklamowe.

Pozostając w temacie zwierząt, jak ma się Psingwin?
Został w Warszawie i pilnuje interesu.

Oby było do czego wracać!

 

>>> zdjęcie: Katarzyna Milewska <<<

Najnowsze komentarze