DICK4DICK: W muzyce chodzi o to, żeby się spotkać

Pierwszy sygnał poza orbitę wysłali 12 lat temu. Od tego czasu udało im się pokonać Zordaxa oraz skutecznie wymknąć się wszelkim próbom ubrania ich w jeden gatunek muzyczny, tworząc pojęcie na kształt stałej zmiany, trudno za nimi nadążyć. Dick4Dick mają za sobą siedem albumów, w tym trzy wydane pod szyldem Mystic Production. Zdaje się, że niedawno śpiewali „I Love My Rock & Roll”, by chwilę później zdradzić go flirtując z elektroniką. Na ostatnim krążku „tau Ceti e” postanowili wystrzelić się w kosmos, podróżując do oddalonej niecałe 12 lat świetlnych od ziemi gwiazdy. Kilka lat temu badacze ogłosili, że może ona mieć układ planetarny, w którym znajduje się pięć planet. Są to prawdopodobnie odpowiednio: Baron Baye (Tomek Ziętek), Goodboy Khris (Krystian Wołowski), Great Adaggio (Adam Hryniewicki), M.Bunio.S (Michał Skrok) oraz WetDick Jr (Maciej Szupica). Rozmawiamy po ich koncercie na Festiwalu Tauron Nowa Muzyka.

Jak powstawała płyta? Czytałam, że mieliście dość wyraźny podział ról.
Bunio: Podział ról wynika też z czasu, możliwości i chęci przyjazdu do studia. Krystian mieszka najbliżej i najbardziej para się ostatnio produkcją. My nagrywamy, nagrywamy, a on później najwięcej nad tym siedzi, produkuje. Podział ról można w ten sposób skategoryzować.
Krystian: Chodzi o to, że tak jak wcześniej operowaliśmy tradycyjnymi instrumentami, była perkusja, bas, gitara, klawisze.
Bunio: Doszedłbym do tego.
Krystian: Tak teraz jest to elektronika, ale podział pozostał ten sam. Adi czyli Dick Dexter wcześniej grał na perkusji, teraz operuje automatem perkusyjnym i samplerem, ja grałem na basie, a w tej chwili mam syntezator basowy monofoniczny.
Bunio: A ja zostałem wokalistą, operuję też samplerem.
Krystian: A Tomek Ziętek grał na klawiszach i tak jest do tej pory. Przełożyliśmy te funkcje z tradycyjnego instrumentarium na elektronicznie.

Wasz imperatyw to zmiana, przy każdej płycie prezentujecie inny styl.
Adam: To zarazem jest nasze przekleństwo.
Bunio: Cały czas z tym walczymy. Przy każdej płycie mówimy, że utrzymamy ten kierunek. Po uśmiechniętych twarzach na koncertach widać, że jest dobry. Był taki moment jak nagraliśmy „Who’s Afraid Of” i tam było dużo taneczno-technicznych rzeczy. Od dłuższego czasu nie widziałem tylu uśmiechniętych, tańczących ludzi, głównie dziewcząt, a gramy w sumie dla nich.
Adam: Co nie jest bez znaczenia.
Bunio: Teraz jest tak samo, chcielibyśmy utrzymać ten kierunek, przyzwyczaić do niego ludzi, żeby nie odchodzili od nas z płyty na płytę.
Krystian: Jeżeli miałbym zestawić dwa gatunki, których uwielbiam słuchać to byłaby elektronika i jazz. Tak jak w przeszłości, dużo słuchałem muzyki rockowej, alternatywnej, gitarowej, nadal ją lubię i cenię, ale elektronika ma taki emocjonalny, podskórny wymiar, wyczuwam tam dużo mniej wyrachowania, wbrew pozorom.
Bunio: To wynika z tego, że lubisz grać tę muzykę. Wydaje mi się, że wróciliśmy, bo najbardziej lubimy ją grać. Bardzo mało słucham takiej jaką gramy w Dickach muzyki, bardziej nawet wręcz klasyki, jazzu czy takich pierdolniętych rzeczy, ale uwielbiam ją grać. To jest taka dynamiczna medytacja.
Krystian: To widać na próbach, wpadamy w groove.
Adam: Wręcz trans.
Krystian: Wytwarza się wspólna przestrzeń.

Czytałam, że podczas powstawania płyty było dużo jammowania.
Bunio: Tak to wszystko powstało. Jesteśmy zsynchronizowani, to coś na co mamy wpływ, ale nie musimy o tym pamiętać, to nad nami czuwa. Wtedy możemy bawić się, improwizować, tak powstają nowe rzeczy. Nikt nie przynosił żadnych kompozycji, to wyszło z naszych improwizacji, potem wybraliśmy najlepsze momenty.
Krystian: Bardzo dużo nagrywaliśmy, to bardziej przypominało jazzowe improwizowanie. Formy zaskakująco się objawiały, była interakcja między nami. To podążało w kierunkach, których nie mogliśmy przewidzieć.
Bunio: W zespole kierujemy się demokracją, czasem to jest wręcz przekleństwem. Pięć osób pisze muzykę, pięć osób pisze teksty, ale jak zaczęliśmy grać z tym instrumentarium to poczułem, że każdemu morda się cieszy i nie trzeba się pytać czy to się podoba czy nie. Od razu wiadomo, że jest ok, nie ma jednej osoby, która gra, bo akceptuje większość, ale trochę się męczy, tylko każdy naprawdę w to wszedł. Trzeba wybierać takie drogi… nie budować chodników i kazać ludziom po nich chodzić, tylko właśnie tam gdzie wydepczą, budować chodniki.

To nie jest trochę tak jak kiedyś powiedzieliście, że macie już dość łojenia na gitarach?
Adam: To jest nasz etap teraz i chcemy go eksplorować, ja nigdy nie odpuszczę perkusji, uwielbiam tę ekspresję. Jako grupa bardzo fajnie realizujemy się w teraz tej formie.
Bunio: To jest też przyczynek do tego, żeby nie wszystko realizować w ramach jednej grupy, tylko  grać z innymi ludźmi coś innego. A w jednej grupie doprowadzać do wrzenia i do perfekcji ten jednolity świat, który każdy akceptuje.
Krystian: Na dobrą sprawę na naszych płytach zaprezentowaliśmy chyba zbyt szerokie pola, powinniśmy powołać raczej inne projekty. Dick4Dick stało się takim zespołem…
Adam: Skrajnie nieprzewidywalnym.
Krystian: Publiczność też jest skonsternowana, ledwo wychodzi płyta rockowa, a my już mamy zajawkę zupełnie na coś innego. Teraz chcielibyśmy bardziej dojrzale do tego podejść. Bardziej konsekwentnie. Chcielibyśmy, żeby Dick4Dick było kojarzone z tą elektroniczną odsłoną, nawet jeśli pojawią się elementy akustyczne.
Maciek: Myślimy też o featuringach i myślę, że do nich na pewno dojdzie. Rozmowy trwają, wydaje mi się, że warto tego spróbować.
Krystian: Muzyka jest dla mnie najdoskonalszą ze sztuk, jest najbardziej abstrakcyjna i najmniej opresyjna. Muzyka nie zostawi trwałego śladu, jak np. zła architektura. Prawdziwa muzyka zaczyna się w miejscu, w którym giną wszystkie formy opowiedzenia o niej, harmonie, struktury, rytmy.

Słuchając Waszej płyty można odnieść wrażenie, że bardzo chcieliście zagrać na Tauronie.
Bunio: Nie zrobiliśmy tej płyty, żeby zagrać na Tauronie. Zagraliśmy Before i Adam Godziek zaproponował nam współpracę.

Może opowiecie o płycie, która planujecie razem z More Music Agency.
Krystian: Bardzo fajnie się dogadaliśmy, rozumiemy się. Następna płyta, mamy nadzieję, wyjdzie w lutym, będzie pod patronatem More Music Agency.
Maciek: Ma taki piękny skrót ­– MMA.
Bunio: W muzyce chodzi o to, żeby się spotkać.
Krystian: Za to sobie cenię zespół, że jest to taka najbardziej demokratyczna forma wymiany, gdzie każdy walczy o swoje, ale kiedy zagarnie już za dużo, to rozumie, że przegrał. Tracisz to, co mogłeś zyskać.
Maciek: Przestaje to być dialogiem, najkrócej mówiąc.

Skąd Wasze zainteresowanie kosmosem? Tytuł Waszej płyty „teu Ceti e” jest inspirowany jedną z gwiazd.
Krystian: Kosmos jest magiczny, jeśli poruszamy się w takich kategoriach jak przestrzeń i odległość. Kosmos jest życiem, ludzkość jest jak mech, jak organizm.
Maciek: Szukamy alternatywy, alternatywnej przestrzeni, do której moglibyśmy się przenieść jak tutaj będzie na tyle dużo wojen i głupoty, że trzeba będzie stąd uciekać.
Bunio: A muzyką już sobie coś załatwiamy, bo fala naszej płyty doleciała daleko. 12 lat temu wysłaliśmy pierwszy sygnał, 12 lat świetlnych.

Co się zmieniło przez te 12 lat, dalej walczycie z Zordaxem?
Maciek: To już zostało wygrane.
Bunio: Możemy zamienić rakietę na Volkswagena Sharana.
Krystian: Nie toczymy już wojen.

To Wasza kolejna wizyta w Katowicach, jak się tutaj czujecie?
Krystian: Katowice uwielbiam, a Festiwal Tauron Nowa Muzyka to jest technologia i humanizm.
Bunio: Uwielbiamy Katowice.
Maciek: I świetnie wyedukowaną publiczność.

Zobacz i przeczytaj relację z FTNM2016 na stronie Ultramaryny

Najnowsze komentarze