JÓGA: Wysokie stężenie emocji

Niepokój, wrażliwość i gitara akustyczna uzupełniona elektronicznym brzmieniem. Jóga zabierze Was w podróż do Skandynawii, choć ma swoje korzenie na Śląsku. Kamil Łukasiuk, Rafał Skowroński i Maciek Sawoch. Zagrali przed Low Roar i Sleep Party People, ostatnio można było ich usłyszeć na Open’er Festivalu oraz lokalnie – podczas Offa. W 2014 roku wydali mini-album „Skin”, składający się z sześciu utworów. Rok później znaleźli się wśród 84 zespołów wybranych z 9 000 zgłoszeń do konkursu Converse Rubber Tracks. Nagrodą była możliwość nagrania EPki w legendarnym Hansa Tonstudio w Berlinie. Za realizację dźwięku i wsparcie produkcyjne podczas sesji odpowiadał Aaron Bastinelli, który ma za sobą współpracę m.in. z Bono, Markiem Fosterem czy The Roots. Rozmawiam z Rafałem o ich trasie, udziale w konkursie, nagrywaniu i Katowicach.

Jak się poznaliście? Wyczytałam, że znacie się od przedszkola?
Rafał: Ja i Kamil znamy się tak naprawdę z przedszkola, później chodziliśmy do jednej klasy w gimnazjum. Na początku niezbyt się lubiliśmy, krzywo na siebie spoglądaliśmy. Pod koniec gimnazjum zaprzyjaźniliśmy się, bo pani z matematyki posadziła nas w jednej ławce i siłą rzeczy musieliśmy się jakoś dogadać. Kamil zaczął pomagać mi na sprawdzianach z matmy, wtedy wkupił się w moją przyjaźń (uśmiech). W wakacje po gimnazjum każdy przymierzał się do innej szkoły, ale nadal byliśmy w kontakcie.
Zawsze mieliśmy podobne spojrzenie na muzykę i lubiliśmy podobne zespoły, chociaż Kamil słucha mocniejszej muzyki typu Metallica czy Megadeth, a ja polskiego rocka jak Hey czy Myslovitz. Dogadywaliśmy się, razem szukaliśmy fajnych zespołów. W 2013 założyliśmy zespół Jóga, rok później poznaliśmy Maćka Sawocha, który wysłał nam kilka swoich pomysłów i zapytał czy chcielibyśmy coś wspólnie zdziałać. Maciek zrobił całą naszą pierwszą EPkę. Utwory, które mieliśmy już skomponowane ubrał w pełniejsze dźwięki i tak to się zaczęło. W 2015 roku Maciek dołączył do naszego koncertowego składu, a teraz jest już pełnoprawnym członkiem zespołu, jesteśmy w trójkę.

Kłócicie się o muzykę?
Zdarza się, że mamy różne zdania. Szczególnie jak działaliśmy jeszcze w dwójkę i mieliśmy bardzo ograniczone pole manewru w kwestii sprzętu, Maciek dołączając do naszego zespołu wniósł dużo instrumentów i elektronicznych brzmień. Kłóciliśmy się, ale zawsze dochodziliśmy do konsensusu i to współgrało.

Nazwa zespołu pochodzi od piosenki Björk, w Waszej muzyce bardzo mocno wyczuwa się skandynawskie inspiracje. Fundujecie słuchaczom trip w te rejony.
To jest słyszalne, ale to skandynawskie brzmienie trochę zaciera się wraz z nowym materiałem. Pierwsza EPka była dla nas bardzo skandynawska, bo dużo słuchaliśmy tej muzyki. Teraz nie ograniczamy się, słuchamy wszystkiego – Kamil słucha dużo hip hopu. Przez to, że każdy z nas głębiej szuka, brzmienie skandynawskie zaciera się, staje się nasze.

Zagraliście 20 koncertów w trasie, masz jakieś wspomnienia z tego czasu?
W marcu graliśmy w Hydrozagadce w Warszawie. Podczas ostatniego utworu nagłośnienie przestało działać. Graliśmy akurat z Kamilem w duecie piosenkę Matta Corby’ego „Brother” i nic nie działało – był przester na wokalu, gitara szwankowała. Nie wiedzieliśmy co zrobić, czy przerwać i zejść ze sceny czy to dokończyć. Maciek zepchnął mnie delikatnie ze sceny i powiedział, żebym zaśpiewał a capella. Kamil lekko dogrywał do mojego wokalu na gitarze, ja śpiewałem. To było bardzo osobiste wydarzenie – bez nagłośnienia, bez efektów, bardzo się stresowaliśmy. To był jeden z najdziwniejszych i najważniejszych momentów zarazem podczas tej trasy. Wytworzyła się magiczna aura.

Wiesz, że teraz zachęcasz wszystkich organizatorów koncertów do odłączania Wam prądu na koncertach.
Po wykonaniu tego utworu mówiliśmy, że dobrze gdyby na każdym koncercie psuło się nagłośnienie. To była chwila, której nigdy nie zapomnimy.

Matt Corby to jedyny cover w Waszym repertuarze. W jednym z wywiadów wspominaliście występ w X-Factor i przykaz grania coverów. Co się stało, że zdecydowaliście się na ten utwór?
Na castingu zagraliśmy Matta Corby’ego, bo ten utwór towarzyszył nam przy początkach i byliśmy do niego przywiązani. Jako że to jest show telewizyjne postanowiliśmy zagrać cover, jednak w trakcie utworu nam przerwano. Mieliśmy zagrać coś innego, drugim utworem był „Skin”, tego jednak nie pokazano w telewizji.

Jak powstają Wasze kawałki, co jest pierwsze muzyka czy tekst?
Przy tworzeniu pierwszej EPki muzyka powstawała jednocześnie z tekstami, komponowałem ją razem z Kamilem. Teraz odkąd Maciek udziela się bardzo produkcyjnie w naszej muzyce, on robi szkic, a ja staram się napisać do niego tekst albo komponuję na gitarze, jednocześnie pisząc. Różnie.

Z uwagi na wygraną w Converse Rubber Tracks mieliście okazję nagrywać w studio, w którym pracowali Depeche Mode i David Bowie. Jakie to uczucie?
Oddałbym swoje życie, żeby jeszcze raz przeżyć ten moment. Mija prawie rok. Jak się tam wchodziło, było czuć tę magię, zapach, który się tam unosił jest nie do opisania. To doświadczenie, którego nie zapomina się do końca życia. Nagłośnienie, sprzęt, te stare sofy, na których siedziały wielkie gwiazdy. Na pewno przekładało się na to, co nagrywaliśmy, inspirowała nas aura muzyczna, jaka się tam unosiła.

Nagraliście dwie piosenki, a czasu było niewiele.
Mieliśmy dwa dni czyli 18 godzin w studiu, staraliśmy się wykorzystać je jak najlepiej. Chcieliśmy zarejestrować też trzeci utwór, ale Aaron Bastinelli, który z nami współpracował dał nam dwie opcje: możemy nagrać trzeci utwór i on nam przy nim pomoże albo zmiksuje nam dwa utwory. Wybraliśmy mix, było za mało czasu, żeby nagrać coś więcej.

Kiedy można spodziewać się dłuższego materiału? Na razie macie na swoim koncie dwie EPki.
Przymierzamy się do tego, wydaje mi się, że jesień to odpowiedni czas, żeby zacząć dłubać w długogrającym albumie. To będzie też czas, w którym musimy znaleźć wydawnictwo, nie jesteśmy związani z żadną wytwórnią. Z jednej strony mamy wolną rękę, jesteśmy zespołem, który jest dowodem na to, że bez wytwórni też można zaliczyć te fajne festiwale w Polsce. To nie jest reguła, ale z drugiej strony brakuje nam przynależności.

Jak wyglądała praca nad Waszym ostatnim wideo „Bones”? Zbieraliście na nie pieniądze przez crowdfunding.
Udało się, to była duża suma. Ciężko było przekonać nas do akcji Polak Potrafi, bo mieliśmy takie poczucie, że musimy się o coś prosić. Od zawsze chcieliśmy zrobić wszystko sami, nasi menedżerowie nas do tego namawiali mówiąc, że nie ma w tym nic złego, że to fajna opcja.

Fair Weather Friends z Waszego managementu też wyprodukowali teledysk w ten sposób.
Tak. Już w trakcie tej akcji byłem mega zdziwiony, że tak szybko udało nam się zebrać pieniądze, nawet powyżej tej kwoty. Jesteśmy wdzięczni, że tak dużo ludzi było w stanie nam pomóc. W trakcie akcji spotkaliśmy się z bardzo pozytywnymi komentarzami. To był też bardzo stresujący czas, ale udało się – nagraliśmy klip, który jest chyba całkiem ok. (uśmiech).

Jest inspirowany filmem.
Tak jest inspirowany „Marzycielami” i filmami Xaviera Dolana.

Trochę ciężka opcja jak na teledysk.
Trochę tak, ale wydaje mi się, że w przynajmniej minimalnym stopniu udało nam się oddać ten klimat. Fajne doświadczenie, nigdy nie kręciliśmy teledysku. Mam nadzieję, że nie pierwszy i nie ostatni raz.

Wspominałeś też o graniu na dużej scenie, zastanawiałam się jak to działa? Wyobrażałam Was sobie raczej w kameralnym otoczeniu, w klubie. Jak wspominasz te koncerty?
Na Open’erze graliśmy na Alter Stage. To była zamknięta przestrzeń, cała energia kumulowała się w tym namiocie, mam wrażenie, że nie uchodziła. Na Offie graliśmy na Electronic Beats Stage na otwartym powietrzu. Wyjść na taką sceną i to w swoim mieście, zobaczyć tylu znajomych, wychodząc na scenę bardzo się spięliśmy i zestresowaliśmy, ale ludzie byli niesamowici. Zauważyliśmy też różnicę między publicznością, na Open’erze ludzie szukają zabawy, na Offie skupiają się na samej muzyce. Mamy nagranie z Open’era jak podczas tego ostatniego kawałka „Bones” ludzie bawią się, klaszczą. Maciek wspominał, że jak mamy zły dzień każdy odpala sobie ten filmik i od razu widzi w tym wszystkim sens. Jednak jest to taki utwór, którego brakowało w naszym repertuarze, bo można do niego potańczyć.

Odróżnia się.
Ale wydaje mi się, że jest z naszym klimacie.

Jesteście z Katowic. Masz może tutaj jakieś ulubione miejsca?
Jak chodziłem jeszcze do szkoły, miałem więcej czasu, żeby spacerować po mieście, szczególnie w niedzielę, kiedy na ulicach nie ma jeszcze tylu ludzi. Bardzo lubiłem spędzać czas w parku przy Spodku. Bardzo dużo czasu spędzałem w herbaciarni Fanaberia, w której teraz pracuję. Dużo wagarowałem tam w liceum, w życiu nie wiedziałem, że będę tam pracował. Lubię też Muchowiec, bo tam z Kamilem często spacerowaliśmy i rozmawialiśmy o muzyce. Dużo rzeczy sobie tam marzyliśmy, które teraz się spełniły. To są takie najbardziej magiczne miejsca.

Pamiętasz najfajniejszy albo najdziwniejszy komentarz na temat Waszej muzyki?
Wszystkie zawsze są miłe i mam wrażenie, że się rozmywają. Pamiętam jeden negatywny.

One chyba częściej zapadają w pamięć.
Tak, o to chodzi. Graliśmy w Elblągu, to był ostatni koncert podczas czterodniowej trasy. Byłem zmęczony, ale powiedziałem sobie, że to musi być dobry koncert, daliśmy z siebie wszystko. Po koncercie dużo ludzi do nas podeszło, złożyło gratulacje, powiedziało wiele miłych rzeczy. W pewnym momencie podchodzi taka starsza kobieta i pyta: „Czym się inspirujecie?”. Ja mówię, że Björk, Maciek – Kraftwerk. Na to ona: „A znacie Czeta Fakera [wymowa]”. Cheta Fajkera? [wymowa]. A ona: „No, no”. Mówimy, że znamy, a ona: „A Alt Jot? [wymowa]”, a my na to: Alt Dżej [wymowa]? Tak, tak. Wtedy ona mówi: „Ja się bardzo znam na muzyce, dużo słucham. Robicie naprawdę świetną muzykę, basista jest niesamowity, ale Twój wokal mnie strasznie męczy”. Ja stoję i nie wiem co mam powiedzieć, a ona na to: „Musisz bardziej modulować swój głos”. Z jednej strony przejąłem się, może ma racje, nigdy nie uczyłem się śpiewu, więc może ktoś ma takie odczucia, ale ciężko było mi to przełknąć. Chłopaki mieli imprezowy nastrój, a ja miałem ochotę wracać do hotelu i zasnąć, tak mnie zdołował ten komentarz.

Może teraz coś przyjemniejszego. Jakie macie plany?
Na pewno skupić się na tworzeniu nowej muzyki. Udzieliłem głosu w kilku projektach gościnie. Na pewno rozwijać się, poszerzać swoje zdolności. Chcę pójść na lekcje śpiewu, im dłużej śpiewam tym bardziej zauważam, że brakuje mi warsztatu. Takie są założenia, doskonalić się.

Jest może festiwal albo miejsce, w którym chcielibyście jeszcze zagrać?
Marzy mi się Sziget Festival, bo Budapeszt, w ogóle Węgry to bardzo ładny kraj, ludzie są tam bardzo otwarci i mili, fajnie byłoby tam zagrać. Kamilowi bardzo marzą się festiwale w Japonii.

Dostajecie dużo komentarzy na temat Waszej muzyki po koncertach?
Dużo, szczególnie na temat tej drugiej EPki, gdzie ludzie piszą, że dobry kierunek. Nawet lepiej, że idziemy w stronę elektroniczną. To są rzeczy, które motywują nas do działania, sprawiają, że chce nam się wstawać i spotykać na próbach. To jest niesamowite.

Najnowsze komentarze