KOPANISZYN STUDIO: Mamy w głowie piękne obrazy

Sztuka i technologia dają nową rzeczywistość. Poruszają się między obrazami 2D, sztuką uliczną, ilustracją, filmami dokumentalnymi, wideoklipami a mapowaniem 3D. Kopaniszyn Studio ulokowane w Katowicach to multimedialna pracownia z szerokim polem manewru. Magda i Michał Kopaniszyn połączyli siły by tworzyć piękne obrazy. Ostatnio zmalowali nowy mural w chorzowskim klubie Szuflada 15, narysowali „Opcje” i stworzyli klip do singla „Help Me” Ms. Obsession.

Od kiedy działacie jako Kopaniszyn Studio?
Magda: Połączyliśmy siły trzy lata temu, a stricte Kopaniszyn Studio nazywamy się od roku. To była ewolucja, najpierw działaliśmy jako indywidualni artyści, potem połączyliśmy siły. Stwierdziliśmy, że lepiej gdyby nasze nazwiska funkcjonowały osobno, ale razem w studio. Teraz jesteśmy pod jednym nazwiskiem i ono stanowi naszą nazwę.
Michał: Magda miała swój dorobek w street arcie, ja działałem jako Kopa Tv. Przez nasz projekt logo – połączenie męskiej wartości z kobiecą oraz sztuki z technologią, stwierdziliśmy, że musi być jedna nazwa, jeden mail, jeden Facebook i jedno konto.

Funkcjonuje u Was podział zadań? Poza tym, że każdy działa trochę w innym kierunku.
Michał:
Teraz rządzi Janka, to taki etap – jest młoda osoba na świecie i trzeba się nią zająć. Ona ustala co, kto robi. Kiedy Madzia maluje ściany, ja noszę małą w chuście, doglądamy pracę i przychodzimy na karmienie. W codziennym cyklu dziewczyny są razem w tej przestrzeni, a ja tutaj pracuję. Jak Janka ma ochotę przyjść do mnie to się wymieniamy.
Magda: Jeśli chodzi o podział obowiązków, to jest tak faktycznie, że każdy ma swoją ulubioną działkę, ale przez to, że jesteśmy razem już od bardzo dawna, to się przenika i przelewa. Trudno powiedzieć, że ja zajmuję się tylko ilustracją, a Michał tylko mediami. Bardzo umiejętnie to łączymy, a naszym polem wspólnym są wideoklipy. Zawsze cudownie jest pracować z muzyką i artystami, tam możemy wrzucić wszystko – to jest taki gar czarownicy, który nie ma żadnych granic. Nie istnieje projekt, który nie jest przez nas wspólnie przedyskutowany. Nie odsiaduję ośmiu godzin przed komputerem, natomiast intelektualnie jesteśmy zaangażowani oboje, to ma naszą energię.

Łączenie pracy i życia prywatnego pomaga czy czasem trochę przeszkadza?
Magda:
To na pewno wyzwanie, ale myślę, że oboje jesteśmy na tyle dojrzali i nauczyliśmy się pracy z ludźmi w grupie i ze sobą, że działa to tylko na plus. Jesteśmy różni w pewnych kwestiach, w pewnych podobni, gdzieś się spotykamy i to jest właśnie to, o co nam chodziło. Odczuwam ekscytację kiedy przychodzi nowe zlecenie, robimy burzę mózgów, na początku osobno, później razem – jest kocioł i powstaje nowa wartość.

Wrocław, Berlin i Śląsk. Czy tworzysz murale w relacji do miasta?
Magda:
Na pewno miejsce, w którym wykonuję pracę ma znaczenie. Natomiast jak robimy mural o Wrocławiu nie myślimy szczególnie o tym mieście. Powstały tam dwa murale, jeden o ekologii, a drugi w oparciu o miejsce. Dowiedzieliśmy się, że Wrocław leży na dużym złożu kryształu górskiego, co nie pozostaje bez wpływu na miasto i otoczenie. Ta historia zainspirowała nas do obrazu graficznego, który tam pozostawiliśmy po sobie.

Twoje murale dekonstruują człowieka, budzą niepokój.
Magda:
W mojej twórczości dużo się zmieniło, co innego interesowało mnie kilka lat temu, a co innego teraz. Jeżeli mówisz o pracach, które są niepokojące, jest to daleka przeszłość. To był taki czas i taką miałam potrzebę, nie wykonałabym już pracy o tej tematyce. Nie chciałabym takich tematów zostawiać ludziom. Teraz interesują nas wyłącznie wysokie wibracje, głębokie, ważne, ale pozytywne i uzdrawiające tematy.

Ktoś domalował do Twojego muralu przy ul. Św. Jana znanego już na mieście skrzypka.
Magda:
Nie przeszkadza nam, jeśli ktoś domalowuje skrzypka, którego zresztą mieliśmy okazję poznać, jest cudownym człowiekiem. Nas najbardziej interesuje proces powstawania takiej pracy: przed, w trakcie i na tym tak naprawdę się kończy. Murale mają swoje życie i mają do tego prawo, są to miejsca dostępne dla wszystkich, gadają z tymi, z którymi chcą gadać. Jeżeli ktoś chce coś dopisać, namalować – patrzę się z zaciekawieniem, ale nie zdarza się to zbyt często. Pan Skrzypek jest naprawdę na poziomie, jest myśl, kontekst i jakaś twórczość tam się pojawia.
Michał: To jest przestrzeń publiczna, w czasie pracy rozmawiasz z ludźmi i nabierasz innego podejścia do tego, co robisz. Ludzie komentują, nie czują się skrępowani, bierzemy pod uwagę, że to nie są obrazy w złotych ramach powieszone w muzeum, tylko wspólna przestrzeń. Dla mnie najpiękniejszą formą street artu jest land art. Przyroda niestety bardzo szybko „zjada” te prace, miasto robi to inaczej, jest agresywne. Przyroda jest procesem natury i matematyki, tam to „zjadanie” jest piękne.
Magda: Świadomość, że jesteśmy częścią natury, która rządzi się własnymi prawami sprawia, że czuję się zupełnie na miejscu.
Michał: W mieście dobrze znać ludzi, bo robiąc ten mural w pierwszym miejscu, czyli na ulicy Mikołowskiej zostaliśmy przegonieni. Chłopcy przyszli i powiedzieli, że to jest ich ściana i żebyśmy spadali. Zamalowywali ją do połowy na czarno, trzeba było uciekać, ale z pełnym szacunkiem dla tych ludzi z pokorą odeszliśmy.
Magda: Nie mamy poczucia własności, nie wywodzimy się z kultury graffiti, zdobywania swojego terytorium – w ogóle nas to nie interesuje. Jesteśmy wdzięczni, że jest dla nas miejsce w mieście, jednym czy drugim, mamy w głowie piękne obrazy, możemy je namalować i to jest dla nas największe szczęście.

W Waszych pracach wideo dużą, jeśli nie największą rolę odgrywa człowiek. Jak trafiacie na osoby, które występują w wideoklipach? Interesuje mnie szczególnie teledysk do piosenki „Telefon” Myslovitz.
Michał:
Jest pomysł i scenariusz, najpierw szukamy w gronie znajomych. W przypadku domu starców najpierw patrzyliśmy jaki jest klimat miejsca, jaka jest otwartość ludzi, którzy tam rządzą. Jeśli ktoś jest zainteresowany tym, co robimy to zaczynamy rozmawiać, wtedy wyłapuje się historie. To jest tak jakbyś miała siatkę, nachyliła się w rzece i szukała złota, jak będziesz uważna to znajdziesz tę bryłkę, a potem może więcej. Tak samo w tej dyskusji znajdujemy wątki, które nas interesują i drążymy temat. Jak dowiadujemy się, że jest para staruszków, którzy zakochali się tam, w tym domu, mają swoje historie za sobą, ale na nowo coś się przed nimi otwiera, to właśnie o to chodzi. Poznajemy ich, delikatnie rozmawiamy i powoli klarujemy o co chodzi, że będziemy ich nagrywać. Oni się zgodzili.

Ta para to był Wasz pierwszy strzał?
Michał:
To był czwarty czy piąty dom opieki.
Magda: Natomiast to była pierwsza para, z którą tak naprawdę rozmawialiśmy.
Michał: Pamiętam, że miałem obiekcje czy ci ludzie dadzą radę, ale Madzia ma fajnego „czuja” do ludzi, powiedziała: „Zaufaj to będzie piękne” i tak się stało. Ciągle uzupełniamy się nawzajem. Staramy się zachować jak najwyższy poziom realizacji, a to wymusza na nas gotowość i otwartość na różne pomysły oraz technologie.
Magda: Towarzyszy mi permanentne przekonanie, że tak naprawdę wszystko jest możliwe. Jeżeli pytasz o ludzi, to wystarczy czasem telefon albo dwa i cała ekipa jest ustawiona. To dotyczy wszystkiego, jeśli mamy jakąś wizję i płynie nam to z serducha, jesteśmy na maksa wkręceni to się po prostu udaje. To są te miejsca i ci ludzie, nie ma nieudanych rzeczy.

Jak wygląda współpraca z zespołami, przedstawiacie im jakiś konkretny pomysł?
Michał:
Stwierdziliśmy idąc za myślą Jodorowsky’ego, tworząc akt psychomagiczny chcemy dopuścić do takiej sytuacji, że wraz z zespołem, poprzez wzajemne poznanie, wymyślamy historię, która w pewnym sensie jest jego częścią. Prowokuje do wybrzmienia tego, co jest już w tej muzyce zawarte. Biorąc Nervy diagnozujemy ich jako chorobę.

Ich muzyka trochę tak działa.
Michał:
Chcemy ją uleczyć, więc musimy mieć do tego pomieszczenie. Stwierdziliśmy, że zamkniemy ich przez siedem godzin i będziemy ich kręcić w kółko, zrobimy taką psycho-dramę i zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Magda: Robimy tym ludziom dobrze – mają jedyną, niepowtarzalną okazję przejść swoje granice i pozbyć się słabości.
Michał: Bardzo ekstremalnie tj. „Tylko nie pozwól im wyjść się wysikać czy coś zjeść”. To było niemożliwe ogarnąć siedmiu chłopa, ale byli skupieni.
Magda: Jako duet interesuje nas człowiek, to jest fascynujący temat, nie tak bardzo skomplikowany jakby się wydawało. Nadawanie tym realizacjom charakteru psychoaktu dotyka pewnej prawdy, nie jest to wymyślona historia, a live act nas po prostu kręci.
Michał: Powoli odważyliśmy się na odejście od storyboardu, mniej animacji, a więcej aktu do kamery. Oni byli zamknięci, ustawiliśmy kamerę w kole i tu dochodzi pewien zamysł artystyczny i technologia. Koło jest formą osaczającą, wtedy człowiek nie ma wyjścia. Dzieci w Afryce bawią się wokół wybranego koła i zaklinają je, psychicznie ta osoba nie jest w stanie wyjść z zaklętego kręgu.

Każdy teledysk jest bardzo dopasowany do zespołu.
Magda:
Kiedy pracujemy z ludźmi, nie interesuje nas narzucanie swoich wizji, staramy się ich poczuć i wejść we wzajemny dialog.

Jest pewnie też coś, czego nie jesteście w stanie zrobić, jakaś granica, którą sobie postawiliście.
Magda:
Oj, jest.
Michał: To jest fajne, nie robimy czegoś, bo musimy. Poza tym jak odmawiasz, robisz przestrzeń na inne działania. Można nie robić nic, dojść do siebie, pomedytować i wyciszyć się – to jest bardzo ważne.
Magda: Nie pracujemy na czas, dla nas najważniejsze jest delektowanie się, nie ma deadline’ów.
Michał: Są też komercyjne shoty na przykład relacja z Festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Fajne jest, że to forma dokumentalna, wchodzisz w ławicę ludzi, którzy coś przeżywają. Jest moment zjednoczenia się z nimi, nie jesteś już panem z kamerą. Jeden człowiek kręcił dla nas z drona – to z jednej strony obserwowanie z góry, z drugiej bycie blisko emocji z małymi kamerkami. Bardzo kręci nas technologia, co chwilę kupujemy nowe zabawki.
Magda: Rozwijamy się technologicznie i to pozwala nam utrzymać świeżość. Rozwijamy się też jako ludzie przez to, że każde zlecenie traktujemy indywidualnie i nie narzucamy swoich wizji tworzymy nową wartość. Nie utożsamiamy się z czymś takim jak „nasz styl”.

Da się go zauważyć, rozpoznać Wasze prace, ale jest to subtelne.
Michał:
To jest nieuniknione, to nasze oczy i mózgi go konstruują.

W tym roku zmieniliście identyfikację wizualną.
Michał:
Logo zaprojektowaliśmy sami, a Zosia Przybylska przygotowuje nam identyfikację. Stronę tworzymy sami, Michał Kozik dał nam pomysł, co zmienić marketingowo.
Magda: W naszej identyfikacji, określeniu siebie pomagają nam nasi przyjaciele i znajomi, korzystamy z wiedzy różnych ludzi ze środowiska, ale ta ostateczna klamra należy do nas.
Michał: Wolałbym, żeby takie rzeczy robił ktoś inny.

Teraz pokazujecie pozytywną stronę miasta, jednak Michał ma na swoim koncie również film „K-ce ulica”, który przedstawia jego ciemniejszą stronę.
Michał:
Teraz bym tego nie nakręcił. Zgodnie z zasadą rezonansu, z czym rezonujesz, to przyciągasz i tym jesteś. Nie chce być taki jak oni, nie widzę potrzeby opowiadania jak źle jest na świecie. Rejestracja „brudów” pojawia się również w projekcie „Thx God”, ale tam na samym końcu jest próba wyjścia do światła. Kiedyś myślałem, że bycie w centrum, branie na klatę wszystkiego, złego i dobrego jest rolą artysty. Być w środku i przetwarzać to przez swoją wrażliwość. Nie ma sensu „zabrudzać się”, trzeba się oczyszczać, wybierać rzeczy dobre i świadome.

Tworzycie i mieszkacie w Katowicach, jaka jest Wasza relacja do miasta?
Michał:
Katowice to specyficzne miejsce bez atrapy i formuły, ciągle się buduje i burzy. Jest nienazwane, a to dobrze, bo ciągle można tutaj coś projektować. To miasto wielowymiarowe, widać tutaj świetne projekty takie jak Strefa Kultury oraz kanały rzeczywistości jak Mariacka, gdzie nie wiadomo dlaczego spotyka się cała młodzież.
Magda: Świadomość urzędników, władz, mieszkańców i twórców wzrasta, dajemy sobie więcej przestrzeni. Jest więcej możliwości, a rozmowy dotyczące tego co ma powstać, są inne niż dawniej. Można spokojnie powiedzieć, że to miasto zaczyna coraz więcej dawać. Robi się tu coraz ciekawiej i przyjemniej, ludzie są coraz bardziej uśmiechnięci, jest naprawdę dobrze.
Michał: To miasto jest złożone z kontrastów, a one pobudzają wyobraźnię. Katowice są fajne, mają w sobie coś konkretnego, charakter miasta, w ogóle Ślązaków jest nie do podrobienia.

Od mniej więcej dwóch lat można zauważyć powracającą modę na lokalność.
Magda:
To musi mieć miejsce, ludzie wracają do korzeni.
Michał: Kiedyś to tu było, węgiel i przemysł, teraz ludzie wzięli się za to skąd pochodzą. Buduje się tożsamość i kontekst, powstają produkty z przymrużeniem oka.
Magda: Mamy silne poczucie, że jesteśmy obywatelami całej planety.

Zostaliście uznani za lokalsów w projekcie „Rajza po Kato”.
Michał:
To dobrze. Myślimy globalnie, działamy lokalnie. To jest właśnie ten rytm miasta, kocha się te miejsca, w których się mieszka.

Najnowsze komentarze