MAŁE MIASTA: Trochę jesteśmy ziomkami

Dwóch Mateuszy, pochodzących z Małych Miast – to skład stąpający po cienkiej granicy elektroniki, hip-hopu i eksperymentalnego r&b. Ostatnio nieco się zagalopowali, wprowadzając na muzyczny rynek „Konia”, drugi po „MM” album. Za pierwszym „M” stoi Mateusz Gudel, producent i raper, wprawiający muzykę w ruch za sprawą animacji. Drugie „M” to Mateusz Holak producent, autor wizualnej strony płyty i jednocześnie spec od okładek. „Koń” opuścił blok startowy 9. października, o wrażeniach na dzień przed premierą, o pracy i współpracy przy krążku opowiadają panowie z zespołu.

Jak czujecie się przed premierą płyty?
Mateusz Gudel:
Czuję lekki stres.
Mateusz Holak: A ja czuję jakby to już było grane i było trochę po premierze, bo od wczoraj mamy okładkę i dużo wiemy na temat tego, jak ta płyta pójdzie.
MG: Nie do końca, stąd stres.
MH: Ja jestem jak zwykle na przeciwnym biegunie odczuwania.

Dobrze, że się uzupełniacie. Druga płyta to stresujący moment, chwila prawdy, czy to faktycznie tak działa?
MH:
Wydaje mi się, że w przypadku drugiej płyty powtarza się taki schemat – chce się przebić debiut, szczególnie kiedy jest udany. My w jakiejś skali osiągnęliśmy sukces z debiutem, naturalną koleją jest to, że druga płyta powstaje z trochę większą ambicją i na większej spince.
MG: Poza tym podjęliśmy kroki, które mają odróżniać pierwszą płytę od drugiej. Niedługo dowiemy się czy były właściwe.

Do współpracy zaprosiliście m.in. Gurala, Palucha, Rasa czy Stasiaka.
MG:
Płyta będzie mocno rapowa, pojawi się dużo gości ze świata rapowego, będzie też jeden spoza tego świata czyli Wojtek Mazolewski. Goście rapowi pochodzą ze skrajnych biegunów tego gatunku, jest to trochę mieszanka wybuchowa.

Jak dobieraliście ludzi do współpracy?
MH:
Nie mieliśmy jednego klucza, ale można podzielić te nasze wybory na wykonawców, którzy pojawili się na poprzednim albumie, bo właściwie wszyscy się powtarzają i tych, z którymi chcieliśmy nagrać. Nie ma klucza, ale patrząc na te nazwiska nie mogło go być.

Czy na polskim rynku hip-hopowym też występują podziały, typu jak w Stanach na West i East Coast?
MG:
Nie ma takiego podziału.
MH: Na pewno nie jest to tak lokalnie rozumiane, w Stanach ten hip-hop jest bardzo komercyjny i można było obserwować np. pogodzenie się Nasa i Jay’a. Tam jest to przekuwane w atut, u nas jest jeszcze taki czas, że faktycznie funkcjonują jakieś personalne konflikty ekip, jak ekipa Pei i Tede.
MG: To nie jest lokalna sprawa, tylko personalna.

Wasz nowy krążek ma tytuł „Koń”, skąd taki pomysł?
MH:
Jaki jest koń każdy widzi.
MG: Jest to pewne założenie z naszej strony – w języku, z którego korzystamy, w słowniku hip-hopowym funkcjonują słowa na określenie czegoś zajebistego – mówi się, że to jest „kot” albo „sztos”. Przez chwilę funkcjonowało też słowo „koń”, ale się nie przyjęło. A to jest super określenie, więc postanowiliśmy do niego wrócić.
MH: Używaliśmy go w kontaktach z fanami, a między sobą bardzo intuicyjnie. Ludzie wychwycili, że posługujemy się słowem, którego nie rozumieją i zaświtała nam wtedy myśl, żeby zrobić tytuł, który je wprowadzi. Chcemy się do niego przykleić.

Jak powstała graficzna strona płyty, została zaprojektowana przez Mateusza?
MH:
Ja za nią odpowiadam, za tą okładkową i związaną z wydawnictwem, za kilka teledysków i ruchomych rzeczy odpowiada Mateusz. Ten koncept jest tak jak przy pierwszej płycie bardzo intuicyjny. Powstał tytuł i jakaś myśl, dalej poszło to bardzo naturalnym procesem. Wymyśliliśmy zdjęcie, bardzo szczegółowo je sobie wyobraziliśmy, zaprosiliśmy do współpracy fajnego fotografa z Poznania. Wykonaliśmy plan, zrobiliśmy tak, żeby był koń, którego nie widać na okładce. Ludzie często nas pytają, dlaczego mamy płytę z koniem bez niego, to jest odpowiedź zawarta w pytaniu.

Jak powstają teksty? Próbowałam wychwycić Wasz podział zadań, w wywiadach trudno o jednoznaczną odpowiedź.
MH:
Każdy kto wypowiada jakieś słowa na tej płycie, pisze je.
MG: Teksty są przyklejone do naszych głosów.
MH: Nie piszemy ich sobie nawzajem.

Co stoi za nazwą zespołu? Wspominaliście o MM – skrótach Waszych imion, o tym że pochodzicie z małych miast. Miałam okazję porozmawiać z Rysami, od których dowiedziałam się, że mieliście też pomysł by nazwać zespół Rysy.
MH:
Wydaje mi się, że chronologia jest bardzo ważna. Łukasz z Rys przyznał się, że nazwa przyszła im do głowy kiedy wypuściliśmy piosenkę o tym tytule. Chronologia powstawania tych zespołów usystematyzowała to, kto jak się nazywa, nam przez chwilę przemknęła ta nazwa.
MG: Założenie było takie, że wykorzystamy jakoś literkę z naszego imienia.
MH: Przywiązaliśmy się od razu do logo i skrótu, dlatego nazwa czerpie z różnych źródeł, z jednej strony jesteśmy z małych miast, z drugiej…
MG: Jesteśmy dwoma Mateuszami.
MH: Coś jak WWO tylko zupełnie inaczej. Ich nazwę można rozwinąć na wiele sposobów, podobnie jak MM – Mateusz, Mateusz, Małe Miasta.
MG: Marilyn Manson.
MH: Mamo Moja, Mama Mateusza.

Nagraliście kawałek z Taco Hemingway’em…
MH:
Powiem to szybko. Z Taco było tak, że wrzuciliśmy piosenkę „Już prawie tańczę” do internetu i jakiś słuchacz skomentował, że fajnie by było gdybyśmy nagrali razem z Taco. On też napisał, że chciałby to zrobić, a cała historia działa się w momencie, kiedy nie miał jeszcze „6 zer”. Spotkaliśmy się z jego twórczością na tyle wcześnie, żeby szybko zareagować i napisać z pomysłem na wspólne nagranie, skoro pojawiła się taka propozycja. To była jedna z ostatnich piosenek na płycie.

Graliście w jednym studio czy przesyłaliście sobie materiał?
MG:
Zrobiliśmy to totalnie na łączach.
MH: On nagrał materiał będąc za granicą, trochę partyzancko.

Planujecie koncert ze wszystkimi osobami, które pojawiły się na płycie?
MG:
Niestety nie, bo nie jest to chyba wykonalne. Jutro pojawi się dwójka gości na premierze krążka w Warszawie. Będzie to Stasiak i Taco – przyjadą i zagrają piosenki, na których są gośćmi. Koncert „all stars” byłby super, ale wydaje mi się, że ci goście są na tyle różni i pochodzą z tak różnych światów, że było by to logistycznie trudne.
MH: Trzeba pamiętać, że jesteśmy też producentami i pozwoliliśmy sobie zrobić takie numery na płycie, których nie da się odtworzyć bez gości.

Wróciliście do tematu płyty, jak działa pre-order „Konia”?
MH:
Już jest po.
MG: Jest satysfakcjonujący.
MH: Na pewno sytuację z pre-orderem możemy uznać za w pełni wykonaną, postaraliśmy się by to było atrakcyjne dla kogoś, kto chce nam zaufać. Dołożyliśmy kasetę i rzeczy, które powinny motywować.

Jaki jest nakład Waszej płyty?
MG:
Jest nieograniczony, ile będzie trzeba tyle powstanie.
MH: To nie są kosmiczne nakłady, bo trzeba pamiętać, że nie gramy muzyki dla wszystkich. To jeszcze długo nie będzie złota płyta, ale rozejdzie się lepiej niż poprzednia.

Wasz debiut całkowicie rozszedł się w pre-orderze.
MH:
500 sztuk to nie jest bardzo bizantyjska liczba, ale jak na to, co gramy to jest dużo.
MG: Takie małe złoto.
MH: Brąz raczej.

Jakie plany po premierze?
MG:
Zagramy trasę, podziałamy przy promocji płyty. Mamy w planach pewne ruchy, które mają usprawnić regularną sprzedaż sklepową, będziemy zwracać ludziom uwagę przez social media, że jest ona na półkach i warto ją kupić. To się będzie wiązało z teledyskami, wywiadami i całą medialną otoczką.

Jakie wrażenia wywarły na Was Katowice?
MG:
W Katowicach byłem po raz pierwszy w wakacje i jakoś się złożyło, że przebywałem tutaj częściej na wakacjach niż w swoim rodzinnym domu. To jest bardzo przyjazne ludziom miasto, szczególnie Strefa Kultury, gdzie odbywał się Tauron Nowa Muzyka. Katowice drugi dom.

Wow.
MH:
Walczymy o dofinansowanie (śmiech).
MG: Kciuk w górę.

Czy podczas pracy kłócicie się? Występują między Wami tarcia?
MG:
Czasem się bijemy, ale rzadko. Tylko w pięty.
MH: Chyba za bardzo się nie kłócimy.
MG: Tarcia są, ale zazwyczaj wychodzą na dobre. Przez to, że czasem muzycznie się kłócimy to działa na naszą korzyść, prowadzi do sukcesu. Nie przypominam sobie sytuacji, w której kłócilibyśmy się i nic by z tego nie wyszło.

Poza muzyczną kolaboracją jesteście dobrymi kumplami?
MG:
Nie (śmiech).
MH: Trochę się spotykamy, gdybyśmy się nie kumplowali, to byśmy tego nie robili. Wszystko jest na stopie koleżeńskiej.
MG: Troszkę jesteśmy ziomkami.

Najnowsze komentarze