MARTA FREJ: Nie trzeba dużo, żeby mówić

„Na świecie tyle zła, a ja dalej taka piękna”, „Mów co myślisz. Dzięki mamo, wolę myśleć, co mówię” czy „Moi rodzice są bardzo wierzący, kazali mi iść na religię dla świętego spokoju”. To tylko kilka haseł, które znajdziecie na memach Marty Frej. Mem to idąc za słownikiem języka polskiego: „chwytliwa porcja informacji, zwykle w formie krótkiego filmu, obrazka lub zdjęcia, na którym umieszczono jakiś tekst, rozpowszechniana w internecie”. Sięgając głębiej to również rzeczownik o rodzaju męskorzeczowym. Nic bardziej mylnego!

Marta Frej nie tylko uczyniła popularne w sieci obrazki głosem kobiet, pokazała również, że feminizm ma też jasną i figlarną stronę. Za pomocą inteligentnych memów przedstawia sytuacje znane każdemu (szczególnie przedstawicielkom tzw. płci pięknej) na co dzień w luźny, wywołujący uśmiech sposób. Liczba lajków na jej profilu rośnie w zawrotnym tempie, w 2015 roku zaprojektowała okładkę do „Uległości” Michela Houellebecqa, wspólnie z Agnieszką Graff wydały nakładem Krytyki Politycznej książkę „Memy i graffy”, w której Agnieszka Graff pisze, a Marta Frej rysuje. Ostatnio nawiązała współpracę z 9. Katowickim Karnawałem Komedii – przestrzeń galerii Teatru Korez wypełniły memy. Marta Frej zaprojektowała również plakat do flagowego, odświeżonego po latach spektaklu tego teatru – „Niedźwiedź. Oświadczyny”.

Jak powstał pierwszy mem?
Marta Frej: Przez przypadek. Uczyłam się obsługiwać nowy tablet graficzny i narysowałam obrazek, na podstawie przypadkowego zdjęcia z sieci. To był akurat pan Darcy z filmu „Duma i uprzedzenie”, portret Colina Firtha. Potem chciałam zobaczyć jak pisze się na tablecie i napisałam obok pierwszy tekst, jaki przyszedł mi do głowy. Tak powstał mem, a ja zamieściłam go szybko na fejsbuku, tak jak większość tego , co robię.. Wrzucam, bo sprawia mi to przyjemność i jestem ciekawa reakcji. Mem się spodobał i bardzo szybko pojawiły się komentarze, jakich wcześniej nie wywoływało moje malarstwo.. W ten sposób poczułam, że wchodzę z kimś w jakiś dialog, że mam odbiorców. Tak to się zaczęło i przez ten komunikat zwrotny trwa do dzisiaj.

W książce „Memy i graffy” Agnieszka Graff pyta Cię o to, dlaczego funkcjonujesz na Facebooku jako „Marta Frej – postać fikcyjna”. Odpowiadasz, że to niemal jedyna kobieca forma, jaką można wybrać przy zakładaniu fanpage’a. Bardzo podobał mi się ten fragment. Jaki jest kontakt z odbiorcami Twoich memów na Facebooku? Czy to, że od razu widzisz jaka jest reakcja, pomaga?
Jestem w tej chwili bardzo przywiązana do tego kontaktu. Tak naprawdę bardzo czekam na komentarze, rozpoznaję już niektóre kobiety. Mężczyźni też się zdarzają, ale jest ich mniej. Mam poczucie więzi, niektóre osoby, które stale komentują poznałam potem w realu, zresztą tak jest na każdym wernisażu. Podchodzą do mnie ludzie, którzy mówią, że znamy się z Facebooka. Dla mnie jest to bardzo ważna i bardzo mi w tej chwili potrzebna część mojego życia i póki co, nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez tego. Bez ludzi, odbiorców, bez pewnych informacji, które do mnie płyną. Dowiaduję się wiele o poglądach i problemach ludzi. Może nie jest to tak dobry sposób, jak rozmowa oko w oko, ale nie mam możliwości, żeby codziennie porozmawiać z setkami osób, a na Facebooku jest to możliwe.

Stałaś się głosem kobiet, mówisz za wiele osób, które czasem nie są w stanie ubrać tego, co chcą powiedzieć w odpowiednie słowa.
Myślę, że są w stanie ubrać w słowa, nie trzeba dużo, żeby mówić. Im prościej, tym lepiej. Może nie mają odwagi, siły przebicia i tyle szczęścia co ja. Ja to jeszcze ubieram w obrazek, żyjemy w mocno obrazkowej rzeczywistości. Nie mówię niczego szczególnego i wyjątkowego. Wydaje mi się, że bardzo mało jest miejsc, w których mówią kobiety, gdzie mogą powiedzieć, co myślą i czują. Jeśli chodzi o głos mniejszości czy głos równościowy, internet jest o wiele bardziej łaskawy niż rzeczywistość. O wiele łatwiej tam zaistnieć i przebić się z takim komunikatem niż w życiu.

Czy jakaś szczególna reakcja na twoje memy zapadła ci w pamięć?
Cały czas są takie reakcje, które mnie w jakiś sposób elektryzują i dają mi do myślenia. Zauważyłam jedną rzecz, z której się nie cieszę. Jest ona chyba wspólna dla bardzo wielu kobiet, może dla wszystkich ludzi. Na 100 bardzo pochlebnych komentarzy moją uwagę najbardziej przykuwają trzy niepochlebne, mimo że proporcje są tak niesamowicie nierówne, że mogłabym spokojnie skupić się na tych dobrych. Pracuję nad tym i chcę to zmienić.

Jeden z nich przekułaś w mema: „Skąd biorą się ci wszyscy ciągle krytykujący i lepiej wiedzący? Z fejsbuka?”.
Nie raz już odreagowywałam memem na drobne złośliwości czy szpileczki. Na szczęście dość łagodne. Nie funkcjonuję na Facebooku poza własną stroną. Nie mam czasu na to, żeby czytać coś więcej. Czasami gdzieś zerkam i zauważam dużą agresję. Cieszę się, że na moim fanpage’u tego nie ma, wciąż jestem bardzo dobrze traktowana. Mam nadzieję, że to przez to, że jednak próbuję rozśmieszać, nawet jeśli mówię o rzeczach trudnych. Może to powoduje, że jeszcze nie dostałam za mocno w sieci.

Na wystawie jesteśmy świadkami tego, jak internet wnika na ściany galerii. Wcześniej działało to raczej w drugą stronę.
Tego akurat nie przewidziałam. To jest ta cudowna rzecz, która wokół memów się wydarzyła. Zupełnie nie przewidziałam tego, że będą realnie wisieć w galeriach i będę spotykała ludzi, którzy do mnie piszą w internecie. To jest niesamowite, aczkolwiek mam zawsze tremę, jestem zestresowana, ale też czuję się szczęśliwa.

To jest trochę odwrócenie roli.
Tak. Mam może zbyt luźny stosunek do rzeczywistości wirtualnej, nie boję się tego. Z moim chłopakiem poznałam się w internecie i nie jest to dla mnie żaden problem. Wydaje mi się dobrym narzędziem, bo Tomek jest z Warszawy, ja z Częstochowy, gdyby nie internet to byśmy się nie poznali. Przekładając to na inne sytuacje wiele rzeczy by się nie wydarzyło, gdyby nie internet. Na pewno nie byłoby memów, czyli mojej podstawowej działalności.

Coś, co jest nierozerwalnie związane z twoją twórczością to feminizm. Jest on nadal bardzo stereotypowo postrzegany. Chociażby scena z „Dnia Świra”, w której główny bohater mówi, że feminizm kończy się kiedy trzeba wyrzucić śmieci albo naprawić gniazdko. Starasz się to pojęcie trochę odczarować.
Tak. To, moim zdaniem, jest termin niewłaściwie rozumiany, ale już mocno ugruntowany w głowach wielu osób. Feminizm przede wszystkim nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek poglądem, że mężczyźni są w jakiś sposób gorsi czy mniej atrakcyjni, mniej fajni od kobiet. Bardzo lubię mężczyzn (uśmiech). Feminizm jest tylko i wyłącznie stuprocentową demokracją. Przekonaniem, że wszyscy są równi i próbą robienia wszystkiego co można, żeby ten postulat spełniać. Myślę, że nawet w domu sensowna rozmowa i wyjaśnianie o co chodzi też jest pracą i śmiało można powiedzieć, że jest się zaangażowaną feministką w takiej sytuacji. Naprawdę uważam, że równość płci poprawiła by nie tylko sytuację kobiet, ale również mężczyzn, bo oni też bywają ofiarami patriarchatu w wielu przypadkach, jak choćby podejście sądów do przydzielania opieki nad dziećmi. Teraz jest już lepiej, młodzi mężczyźni dają sobie szansę przekonać się jakie to fantastyczne być ojcem w pełnym wymiarze. Dawniej byli tego pozbawieni i stracili bardzo dużo w ten sposób. Myślę, że jest wiele takich sytuacji, gdzie kobieta i mężczyzna czując się równie silni, równie dobrzy i ważni będą szczęśliwsi w związku, w życiu.

W „Memach i graffach” rozmawiacie również o Waszych synach i o tym jak zdarza im się być dyskryminowanym w szkole. Nadal funkcjonuje stereotyp chłopaka, który się nie uczy, zawsze rozrabia, to dziewczynki są lepiej przygotowane do sprawdzianu itp.
Tak, obserwuję w podstawówce czy gimnazjum, że chłopcy z dziewczynami się w ogóle nie kontaktują. Nawet jeżeli by chcieli ze sobą gadać, bawić się czy spotykać, trochę się wstydzą, bo mają już wtedy zbudowany ten podział – „ty jesteś inna, ja jestem inny”. To jest zupełnie niepotrzebne, bo może się okazać, że mamy większe możliwości, jeśli nie ograniczamy się tylko do męskiej czy żeńskiej połowy klasy. Możemy więcej zyskać, tak jest i niełatwo to zmienić, ale można próbować.

W rozmowie zawartej w książce wspominasz, że w dzieciństwie byłaś rozrabiarą z siniakami na kolanach. Fajnie, kiedy już podczas zabawy zacierają się te granice, nie ma zabaw stworzonych tylko dla dziewczynek czy tylko dla chłopców.
Potem taka dziewczynka może zostać programistką, chłopiec może zostać wybitnym projektantem mody. Mamy wtedy większy wybór, możemy próbować wszystkiego. Takie ukierunkowywanie dzieci od samego początku jest ze szkodą dla nich samych. Nie ma żadnych badań, które wskazywały by na to, że nasze mózgi inaczej działają. Na szczęście świat się zmienia, młode dziewczyny są odważne i to jest fajne. Jestem przekonana, że kiedy zabraknie mi zapału, te kolejne pokolenia będą to świetnie kontynuować, walczyć o swoje, bo mają o co walczyć. Najważniejsze, żeby młode dziewczyny pamiętały, że to, co wywalczyły dla nich sufrażystki i feministki nie jest dane na zawsze. Bez ich pracy i wysiłku możemy się cofać.

Nawet książki skrojone typowo dla mężczyzn są dużo ciekawsze niż przeznaczone dla kobiet romansidła. Zawsze lubiłam czytać Jacka Londona z jego pięknymi opisami przyrody i bohaterami, oczywiście mężczyznami, którzy podejmują najróżniejsze wyzwania. To było coś!
Coraz więcej widzę dziewczyn, które wykazują się takim niesamowitym głodem przeżyć, doświadczeń, tak sobie cudownie wszystko organizują i żyją bez żadnego skrępowania i ograniczeń. Ja czerpię wielką radość i siłę, obserwując kobiety, które jak chcą pojechać w podróż dookoła świata, to jadą. Nie mając kasy, nie bojąc się ryzyka. Jednocześnie młode kobiety bardzo dbają o swoje wykształcenie, są pełne pasji i oddania, wiedzą że mogą dużo zyskać stawiając na doskonalenie zawodowe i rozwój.

Pochodzisz z Częstochowy, miasta kojarzonego w całej Polsce głównie z ruchem pielgrzymkowym, jednak nie sympatyzujesz z kościołem. Czy to działa trochę na zasadzie buntu?
Na pewno życie w takim mieście jak Częstochowa niesie pewne problemy bytowe.

Jak strefa bez alkoholu wokół Jasnej Góry.
Mnie to akurat nie przeszkadza, bardziej chodzi o hałas i problemy z komunikacją. Natomiast nie wiem, być może jest to bunt, ale myślę, że nie do końca. Sam fakt ruchu pielgrzymkowego mnie fascynuje. Jako ateistka z zazdrością przyglądam się temu – ci ludzie faktycznie przeżywają coś niezwykłego. Nie mam nic przeciwko ludziom wierzącym. Jestem antyklerykalna, bo instytucja kościoła bardzo mnie niepokoi, bardzo mi się nie podoba. Jest tak skostniała i niedzisiejsza, ale z drugiej strony wiem, że to nie jest samo zło.

Jak to się stało, że nawiązałaś współpracę z Katowickim Karnawałem Komedii?
Zostałam zaproszona. Tak jak bardzo często się to odbywa, dostałam wiadomość na Facebooku. To jest realne narzędzie, tam dostaję bardzo dużo propozycji, bardzo wiele fajnych rzeczy wydarza się przez Facebooka. Począwszy od niezwykłych wystaw w niesamowitych miejscach, tak jak tutaj, największa dotychczas. A skończywszy na fajnych i interesujących propozycjach zawodowych. Póki co jestem fanką Facebooka, więcej dał mi dobrego niż złego.

Najnowsze komentarze